O budowaniu pewności i zaglądaniu wewnątrz siebie. Wywiad z absolwentką Szkoły coachingu

Dlaczego warto wziąć udział w Szkole coachingu? Jak wykorzystać zdobytą wiedzę w życiu zawodowym i prywatnym? I czy coaching to dobra ścieżka dla każdego? Zapraszamy na wywiad z jedną z absolwentek Szkoły coachingu House of Skills, Katarzyną Jarząbek. Rozmowę przeprowadziła Barbara Tomala, konsultantka House of Skills.

Babara Tomala, konsultantka House of Skills (dalej BT): Dzień dobry. Mamy okazję gościć Kasię Jarząbek, absolwentkę Szkoły coachingu. Chciałabym zacząć od pytania, czym się zajmujesz i dlaczego uznałaś, że pogłębienie wiedzy coachingowej jest Ci potrzebne? Pamiętam, że jak przystępowałaś do szkoły, to już byłaś praktykującym coachem.

Katarzyna Jarząbek, absolwentka Szkoły coachingu, psycholog, coach (dalej KJ): Witam, dziękuję bardzo za zaproszenie do rozmowy. Faktycznie, wszystko się zgadza. Wtedy, kiedy przystępowałam do Szkoły coachingu, już byłam praktykującym coachem od kilku lat. Swoją przygodę coachingową zaczęłam od studiów podyplomowych, które skończyłam w 2011 roku. Dlaczego zdecydowałam się na naukę w Szkole coachingu? Były w sumie dwa powody. Pierwszy powód był taki, że wpadłam już wtedy na pomysł, a w zasadzie też trochę zrodziła się taka potrzeba, że chciałabym mieć dokument, który pomoże mi z czasem przystąpić do akredytacji ICF (…). A drugi powód był taki, że w tamtym czasie już znałam Izę Kluzek- Kot, która jest związana ze Szkołą coachingu, i trochę z nią rozmawiałam o tym, jak to będzie wyglądać, jaka jest procedura uczestniczenia w Szkole itd. Jeszcze nie do końca wiedziałam, czy się chcę zdecydować, czy nie, ale w sumie mocno wpłynęła tutaj na tę decyzję Iza i po prostu nasza znajomość.

BT: A czy rozważałaś jakieś inne formy nauki coachingu?

KJ: Tak, rozważałam taką formę, żeby udowodnić przed ICF, że ta ścieżka studiów podyplomowych, które skończyłam, jest w porządku i ona wystarczy. Robiąc, oczywiście, sesje mentoringowe i przystępując być może do jakieś szkoły w kontekście mentoringu. I nawet był taki moment, że z coachem, u którego uczyłam się, czyli z którym byłam związana z ramienia studiów podyplomowych, może ze dwa lata wcześniej, zanim przystąpiłam do Szkoły coachingu House of Skills, rozmawiałam, jak ten temat załatwić formalnie, co należy zrobić w kwestii uzyskania tej akredytacji. Ale cieszę się, że finalnie podjęłam tę drugą decyzję, by ponowne wejście w rolę ucznia w Szkole coachingu. Bardzo dużo mi to dało.

BT: No właśnie, jak wspominasz pobyt w Szkole coachingu?

KJ: Z jednej strony to był taki moment, kiedy ja na pierwszych zajęciach przyznałam się oficjalnie, że ja już jestem praktykującym coachem. Nie wiem, czy ktoś w naszej grupie miał wtedy jakąkolwiek praktykę, ale ja powiedziałam to otwarcie i złapałam się na tym, że sama podłożyłam sobie nogę. Bo wprowadziłam się w taki tryb myśleniowy, gdzie miałam poczucie, że na pierwszych zajęciach inni mnie sprawdzają. I dopóki sobie tego nie „odkliknęłam: w głowie, dotąd byłam bardzo spięta. Nie za bardzo wiedziałam, jak się w tym wszystkim odnaleźć. I wtedy, kiedy pozwoliłam sobie na wejście w rolę ucznia, to tak naprawdę zaczęła się dla mnie przygoda i nauka od nowa. Pomimo że już byłam praktykującym coachem i wiele narzędzi, które np. były poruszane w Szkole już znałam, Wtedy, kiedy one były przedstawione przez innego trenera, czy coacha, nagle nabierały dla mnie innej perspektywy i innej jakości. Ja też z nich czerpałam zupełnie na nowo. To wszystko nabrało zupełnie innej jakości.

To, co było też dla mnie cenne, to również formułą zajęć – Szkoła odbywała się w trybie on-line. To mi mocno ułatwiło pogodzenie sobie różnego rodzaju rzeczy, takich jak praca zawodowa, jak bycie w różnych miejscach. Bo wtedy, kiedy pracuję w roli trenera, w roli coacha, czy terapeuty, ja nie pracuję stricte stacjonarnie – w jednym miejscu, tylko pracuję w Polsce, co oznacza, że jestem w różnych miejscach. Taka forma nauka ułatwiła mi poukładanie tych zajęć logistycznie. Nawet nie wiem, czy pamiętasz, ale jeden zjazd, który mieliśmy, odbywałam w drodze na wakacje. I ja nie miałam poczucia, że na tym straciłam, ani grupa nie czuła, że coś jest nie tak. To było ogromne ułatwienie.

BT: No właśnie, a czy to było też jakieś wyzwanie – pogodzenie udziału w Szkole z życiem osobistym, zawodowym? Jak to wspominasz?

KJ: Z jednej strony tak, a z drugiej strony nie. Tak, bo jednak faktycznie ten tydzień jest jednak napakowany różnymi zadaniami. A z drugiej strony nie, bo kiedy się bierze się udział w takim przedsięwzięciu jak Szkoła coachingu, tak naprawdę uczestniczy się ponownie w swoim własnym procesie coachingowym, Zaufanie temu procesowi, pozwolenie sobie na bycie prawdziwym i autentycznym, powoduje, że tak naprawdę staje się to przyjemnym odkrywaniem siebie i poznawaniem siebie na nowo. Wyznaję taką zasadę od wielu, wielu lat, odkąd zaczęłam pracować z ludźmi, że przynajmniej raz do roku trafiam do jakiejś szkoły, albo na konkretne szkolenie, które rozwija mnie i pozwala mi poukładać sobie różnego rodzaju dylematy, które mam. Wychodzę z założenia, że pracując z drugim człowiekiem, to jest niezbędne. To spowodowało też, że automatycznie moja otwartość na uczenie się i poznawanie siebie ułatwiało mi wiele rzeczy. I to jest właśnie istotne, żeby zaufać temu procesowi, który się dzieje w trakcie takich szkoleń jak Szkoła coachingu.

BT: Czy dobrze rozumiem, że na początku weszłaś z takim założeniem, że dzięki udziałowi w Szkole coachingu będzie mieć łatwiejszą drogę do akredytacji w ICF, a później trochę udział w szkoleniach zweryfikował, jak to rzeczywiście wyglądało?

KJ: Trochę tak, bo tak naprawdę zupełnie inaczej jest wtedy, kiedy wchodzimy z taką czystą kartą – nie znamy narzędzi i nie wiemy, jak wygląda proces coachingowy. Zwłaszcza, że ja też studia podyplomowe robiłam w nurcie ICF, więc automatycznie powinno mi to pomagać. Ale te pierwsze, powiedzmy jeden, czy dwa zjazdy, ja sama wprowadziłam siebie w taki stan – zupełnie zbytecznie – gdzie myślałam, że każdy przygląda się, jak ja zadam pytanie, co ja zrobię w tym ćwiczeniu itd. Miałam takie poczucie, że jestem na świeczniku i w momencie, kiedy ja zostawiłam tę myśl i pozwoliłam sobie na ciekawość, to wszystko się zmieniło dla mnie na korzyść.

BT: Kasiu, a jak wygląda nauka w Szkole? Jak to wspominasz?

KJ: Wspominam tą naukę dobrze. Może też dlatego, że po pierwsze – ona odbywała się zdalnie, więc to mi sporo rzeczy logistycznie ułatwiało. Na początku, przed pierwszymi zajęciami zastanawiałam się, jak to będzie –  siedzenie 8 godzin, przykutym do biurka. Ale okazało się, że to wcale tak nie działa i tak to nie wygląda. Ja też już dobrze znałam narzędzie w postaci ZOOMA, bo też na nim pracuję, więc automatycznie dla mnie nie było problemu z przeskakiwaniem z tych pokoi – ta technologia mnie nie przerażała. I to, co uważam za niesamowicie cenną rzecz, to fakt, że na każdych zajęciach zmieniał się trener. Trenerzy, coachowie są z różnych środowisk – zarówno coachowie biznesowi, jak i trenerzy zajmujący się life coachingiem. Ta różnorodność dawała mi zupełnie inną perspektywę (…). W Szkole nie ma miejsca  – w przeważającej części – na teorię, bo teorię muszę sobie doczytać. W Szkole praktykujemy proces coachingowy i się go uczymy po to, żeby kończąc Szkołę wejść na rynek już jako coach. Szkoła kończy się uzyskaniem informacji niezbędnych do akredytacji w postaci oceny sesji – i to było dla mnie też istotne. Kończąc Szkołę uzyskałam formalną ocenę siebie jako coacha, a to z kolei, przynajmniej w mojej ocenie, bardzo pomaga budować pewność siebie w tej roli.(…) W czasie Szkoły nauczyłam się również, aby sesje nie były jedynie nastawione tylko na cel, ale one są nastawione na rozwój i uczenie siebie. Zaczęłam sięgać do emocji. I to się zmieniło na plus, co również widzą moi klienci.

BT: Jak tę wiedzę wykorzystujesz w swoim życiu zawodowym? Jak to wpłynęło na twój własny rozwój i na te umiejętności, które wykorzystujesz właśnie w swojej bieżącej pracy?

KJ: Tak jak wspomniałam, ją występuję w trzech, a nawet w czterech rolach. Z jednej strony jestem psychologiem, z drugiej strony jestem coachem, jestem terapeutą w nurcie terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach i też prowadzę całkiem sporo szkoleń w budowaniu kompetencji miękkich, w obszarze zarządzania zespołem, budowania zespołów komunikacji, asertywności. Na każdych zajęciach wykorzystuję elementy coachingu. Docelowo, pracując stricte w roli coacha, moją grupą docelową są kobiety, które weszły na drogą wypalenia zawodowego. W tej pracy również wykorzystuję procesy coachingowe i pomagam im rozkochać się w pracy na nowo. Sama jestem po epizodzie wypalenia zawodowego, co mi w pewien sposób na pewno tą pracę ułatwia. Oddanie tego pola tylko coachingowi operacyjnemu na rzecz wchodzenia w kwestie emocjonalne, w kwestie tożsamościowe, w kwestie dotyczące wartości, potrzeb itd., zdecydowanie mi tę praca ułatwia. Ponowne zetknięcie się z coachingiem w roli ucznia i pozwolenie na nauczenie się go na nowo zmieniło moją praktykę na lepszą.

(…) Każda umiejętność, jaką zdobywamy w Szkole, powoduje, że inaczej pracujemy z drugim człowiekiem zawodowo, ale również pomaga nam to w życiu osobistym. W momencie, kiedy już inaczej zadajemy pytania, mamy inną samoświadomość (…). Więc nieważne, co wybierzemy- czy wybierzemy coaching, czy wybierzemy terapię, czy wybierzemy szkolenia – wszystko to, co prowokuje nas do zastanawiania się nad sobą, wpływa dobrze. A tutaj, tak jak wspomniałam już wcześniej, w przypadku Szkoły coachingu, naprawdę przez ten czas nauki zaglądamy w siebie, bo uczymy się na sobie tego zawodu.

BT: A jak udaje Ci się wykorzystywać tę wiedzę w życiu osobistym?

KJ: Na przykład coaching pomaga mi w negocjacjach. Tu sięgniemy znowu do kwestii zawodowej – ta wiedza pomaga mi w opracowaniu oferty, którą składam. A w życiu osobistym, na pewno moje relacje ze znajomymi, z bliskimi – one są trochę inne. Siłą rzeczy zadajemy np. bardziej otwarte pytania częściej niż ktoś, kto pracuje tylko i wyłącznie z cyferkami. Mam takie wrażenie, że chyba też pojawia się większy wgląd w różne rzeczy, większy dystans do różnych kontaktów i relacji, ale też to, co ja często powtarzam sama, nawet na różnych szkoleniach – odkąd weszłam na drogę coachingu, innych traktuję – wtedy, kiedy ich poznaję – jak czystą kartkę. Uruchamiam w sobie więcej ciekawości, zdecydowania, żeby się cieszyć tym, co jest wokół. (…) Coaching buduje też kompetencje miękkie, które po prostu ułatwiają relacje.

BT: A co poradziłabyś osobom, które myślą o coachingu, żeby jakoś wejść do tego świata? Są zainteresowane w ogóle tym tematem, może nawet myślą o roli coacha?

KJ: Wszystko zależy od tego, czego tak naprawdę chcą – tak bym powiedziała. Jeżeli ktoś ma taką naturę, że potrzebuje sprawdzić, czy nic nie stoi na przeszkodzie, to może posłuchać, poczytać, być może obejrzeć jakieś krótkie szkolenie, albo nawet pokusić się o swój własny proces coachingowy, po to, żeby zobaczyć, jak to jest będąc w roli klienta i sprawdzić, na jakich poziomach ten coaching działa (…). Ale też inną opcją może być potraktowanie tego, jak czystej kartki – nie czytanie, nie zaglądanie, tylko zaufanie procesowi, jaki się będzie toczył. Na pewno warto pozwolić sobie na wejście w rolę ucznia, nie dystansowania się i oczywiście zaufanie swojej grupie. To jest ważne w takim procesie, że my musimy mieć zbudowany poziom zaufania, bo dotykamy bardzo często rzeczy, które są dla nas trudne.

BT: Tak, to mnie popycha do pytania, czy twoim zdaniem w takim świecie właśnie wskaźników twardych, biznesowych, takich realiów danych, czy tam jest miejsce na coaching?

KJ: Jest. Wczoraj przygotowywałam próbkę warsztatów dla Urzędu Miasta, próbkę warsztatów właśnie m.in. dla sfery budżetowej, wskaźnikowej, ale pod kątem empatii w biznese, kompatybilności pod kątem uruchamiania swojego serca. Nie da się tego zrobić, nie pozwalając sobie na zaufanie, wrażliwość, odwagę, gotowość zauważania emocji. Do tego bardzo pięknie pomogą nam narzędzia coachingowe, bo wystarczy na rozmowie zespołu zadać jedno pytanie – jak się dzisiaj masz? I już nie jest nam potrzebna odpowiedź nie wiadomo jaka, nie drążymy tematu, bo to nie terapia. Zadaj to pytanie i pozwól uwolnić emocje tej grupie, która przyszła i siedzi przy tym stole konferencyjnym i próbuje rozgryźć temat (…). Zawsze jest miejsce na coaching, niezależnie czy będziemy mówić o zarządzaniu twardym, miękkim. Bardzo ważne jest zauważenie człowieka. Bez tego nie da rady.

BT: Dzięki Kasiu, za to podsumowanie. Ostatnie pytanie do Ciebie – dlaczego Szkoła coachingu to najlepszy wybór?

KJ: Ja uważam, że Szkoła coachingu to najlepszy wybór po to, żeby nauczyć się fajnych rzeczy, które niezależnie od tego, czy będziemy zawodowo zajmować się coachingiem, czy czymś innym, na pewno nam się przydadzą. A druga kwestia – jest to też bardzo dobry wybór. Chociażby z tego powodu, że tutaj pracujemy z praktykami. To nie jest tak, że ktoś sobie przeczytał w książce o coachingu i nam o tym opowie na slajdach. W Szkole coachingu pracujemy konkretnie na materiale swoim i swoich kolegów z grupy. Uczymy się tego zawodu od strony praktycznej. I mamy możliwość – albo zostajemy i wykorzystujemy tę wiedzę w naszej pracy, w różnych odsłonach lub w życiu osobistym, albo – dodatkowo – mamy możliwość sięgnięcia po akredytację ICF, a niektórym osobom na tym po prostu zależy.

BT: Bardzo dziękuję za rozmowę. To była dla mnie duża przyjemność.

KJ: Dziękuję również.

Skontaktuj się z nami,
jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o innych ofertach,
jakie mamy dla Ciebie.